Akte20 portal - Zapach morza i delfinów

Temat: Sprzątanie klatek lęgowych
Wnętrze ptaszarni woliery warto gruntownie wyczyścić raz w roku, pod koniec sezonu lęgowego. Rozbieramy klatki w miarę możliwości i myjemy je środkiem odkażającym i przeciw-roztoczom (płyn owadobójczy), aby wyeliminować nie tylko bakterie, ale również roztocza, które mogą gnieździć się w klatce w sezonie rozrodczym. Usuwamy i palimy wszystkie stare materiały ściółkowe, ponieważ mogą być gniazdem roztoczy. Żywotność tych istot jest tak duża, że mogą przetrwać długi czas bez jedzenia. Czerwone roztocza z pewnością mogą przezimować w klatkach hodowlanych, w celu szybkiego zwiększenia ich liczby w chwili, gdy ptaki wrócą w przyszłym roku. Wszystkie budki lęgowe powinny zostać usunięte z klatek i należy zanurzyć je na noc w wiadrze wypełnionym roztworem środka przeciw roztoczom. To może wydawać się zbędne, jeśli zauważymy, że klatkach hodowlanych nie ma czerwonych roztoczy, ale zawsze warto to zrobić na wszelki wypadek. Po pierwsze, pasożyty są niewidoczne i mogą zauważalne dopiero wtedy, gdy nadmiernie się rozprzestrzenią, ale do tego czasu ich wpływ na lęgi będzie dramatyczny.


Zdjęcie: Młode kanarki czerwone w gnieździe, Grzegorz Karaim


Po wyczyszczeniu i odkażeniu elementów klatek oraz odmalowaniu wnętrza ptaszarni możemy przystąpić do powtórnego montażu. Gotowe konstrukcje warto jest dokładnie zabezpieczyć folią aby nie uległy zakurzeniu, dzięki temu ptaszarnia będzie w pełni gotowa do następnego sezonu lęgowego bez ponownych prac sprzątających.

Literatura:
Alderton D., Łuszczaki. Małe ptaki egzotyczne,Salamander book, Londyn 1988
Źródło: mojeptaki.pl/forum/viewtopic.php?t=184



Temat: Żółw cierpi w milczeniu
"W naszym społeczeństwie pokutuje opinia, że żółwiom wystarczy liść sałaty, woda, można je puścić na podłogę i będą żyły. Zapewniam, że nie będą żyły w warunkach komfortowych, za to umierały będą długo i w cierpieniach. Niestety, gady nie zachowają się jak pies czy kot, nie skomlą, nie potrafią upomnieć się o swoje. Trudno jest zauważyć, że gad choruje" - mówi w wywiadzie dla PAP Aleksandra Maluta, lekarz weterynarii. W herpetarium warszawskiego ZOO 9 maja ekspertka Polskiego Stowarzyszenia Terrarystycznego (PST) tłumaczyła hodowcom, jakich błędów muszą się wystrzegać, jeżeli podejmują się opieki nad żółwiami ozdobnymi.

Weterynarz mówiła o najpopularniejszych gatunkach żółwi, które są lub niegdyś były sprzedawane w sklepach zoologicznych - m.in. północnoamerykańskich żółwiach ozdobnych: żółwiu czerwonolicym, żółwiu żółtolicym i żółwiu ostrogrzbietym. Młode osobniki tych gatunków są maleńkie jak pięciozłotówki, a rosną nawet do 40 cm długości. Opowiadała też o żółwiach lądowych, żółwiu stepowym i o tych, które zamieszkują basen Morza Śródziemnego, czyli m.in. o żółwiu greckim, mauretańskim. PAP zapytała weterynarz, jak można rozpoznać pierwsze objawy chorób u żółwi.

"Trzeba zwracać uwagę na dwie rzeczy. Pierwszym objawem niedoborów pokarmowych, krzywicy, jest rozmiękczenie pancerza. Pancerz zdrowego żółwia nie ugina się pod uciskiem palców. Drugim problemem, który powinien zaniepokoić, jest obrzęk oczu - objaw niedoborów pokarmowych, niedoboru witaminy A, infekcji górnych dróg oddechowych. Towarzyszy temu często brak apetytu" - wyliczała Maluta.

Drastyczne przykłady zaniedbań prezentowała Monika Toborek, lekarz weterynarii zajmująca się zwierzętami egzotycznymi.

Prawidłowo wykształcony pancerz żółwia greckiego jest płaski, gładki. Przykładem ignorancji właścicieli jest żółw pokazany na zdjęciu. Kształt jego pancerza dowodzi nieprzystosowania środowiska i warunków do tego, czego żółw potrzebuje.

"Powinien on mieć dostęp do światła słonecznego, żeby móc prawidłowo wykształcić swój pancerz, móc wchłaniać wapń, który powinna mu zapewniać dieta. Prawidłowa dieta jest bardzo ważna. Często właścicielom wydaje się, że żółwie mogą jeść wszystko. Warto zdać sobie sprawę z tego, że żółw nie kopie, nie wspina się po drzewach, nie je zatem tego, co rośnie na górze i w ziemi. Je tylko to, co wystaje i co ewentualnie spadnie" - tłumaczyła Toborek.

Goście herpetarium otrzymywali ulotki z wyliczonymi produktami, które składają się na prawidłową dietę mieszkańców terrarium. W wykazie przygotowanym na potrzeby hodowców PST wymienia główne elementy diety północnoamerykańskich żółwi ozdobnych. W jej skład wchodzą zarówno pokarmy mięsne, jak i roślinne. Na wolności żółwie żywią się głównie tym, co znajdą w zbiornikach wodnych. Na jadłospis osobników hodowlanych składają się: ryby słodkowodne, mrożona i suszona stynka, ślimaki wraz z muszlami, dżdżownice, świerszcze, krewetki, jako dodatek gammarus, ikra, ochotka, wodzeń, dafnia, żaby, kijanki (wszystkie krajowe gatunki są pod ochroną). Rośliny wodne - moczarka, wgłębka, rzęsa, pistia. Dorosłe osobniki karmi się dwa razy w tygodniu. Nie wolno podawać im białego sera, jaja kurzego, granulatów, ani mięsa kręgowców stałocieplnych.

"Dla informacji i ku przestrodze dla osób, które chciałyby być hodowcami, wyjaśniamy, jakie warunki powinni zapewnić zwierzętom, co żółw powinien dostawać do jedzenia, jaka temperatura jest mu niezbędna, jakie światło i podłoże. Gad musi mieć terrarium" - wyliczała Toborek.

Do najczęściej popełnianych błędów hodowlanych weterynarz zaliczyła puszczanie żółwi lądowych po domu, gdzie na podłodze znajdują się roztocza, bakterie kurz i włosy... "Żółwie mają tendencję do wciągania wszystkich zanieczyszczeń. Dodatkowo, na podłodze nigdy nie uzyskamy temperatury 27-28 stopni Celsjusza, a taką temperaturę powinniśmy zapewnić żółwiowi" - podkreśliła.

Dodała, że żółw powinien mieć zamknięte terrarium, obowiązkowo wyposażone w termometr i lampy. Lampa grzewcza zapewnia temperaturę miejscową do 35 stopni Celsjusza, a lampa UVB imituje promienie słoneczne.

Zła dieta, brak światła UVB i zbyt niska temperatura to główne przyczyny krzywicy u żółwi. Gad w ciężkim stadium tej choroby metabolicznej widoczny jest na kolejnej fotografii. Żółw nieprawidłowo wykształcony, jak wyjaśniła weterynarz, ma problemy z narządami wewnętrznymi, z poruszaniem się, z nerkami, wątrobą. Jak widać na zdjęciu, żółw w pełnym dobrostanie wygląda zupełnie inaczej. KOL

PAP - Nauka w Polsce

Źródło: nedds.pl/index.php?showtopic=379056


Temat: moje totalne zjeby
poniewaz jest to prawdobodobnie moja ostania wypoiedz na tym forum//,.postanowilam cos dokonczyc.ja wiecie mialam i grzyba i nuzenca ktore leczylam w sumie dobrekilka lat.ajgorsze nie spotkalo mnie jednak w czasie choroby ale w zasadzie po jej zakonczeniu.poniewaz nuzeniec jako roztocz i grzyb jako wszedobylskie paskudztwa sa praktycznie wszedzie uznalam iz niemozliwe jest zabicie tego do konca.,
postanowilam jednask nie poddac sie bez walki co najwyzej polec na bolu bitwy wiedzac ze zrobilam wszystko co zrobic mozna byla.pomimo iz odebralam wyniki negatywne po tych lata swierdzilam iz nie moze byc to prawda.polecialam wiec znow na wyniki i eszcze raz i jeszcze rz.pani laborantka kobieta rozumiejaca jak wszystkie aptekarki odraze jako niesie ze soba posiadanie czegs takiego na buzi wecz zachecala mnie do wykonywania badan,zzylysmy sie do tego stopnia iz sama zwonila do mnie do domu z wynikami.informowalam ja bowiem iz zamierzam zdawac na farmcje.oczywiscie tygodnie mijaly a wynik byly caly czs negatywne.stwierdzilam jednak iz taki stan rzeczy nie bedzie sie utrzymywal dlugo i skoro nuzeniec jest wszedzie zaraz a moze o zgrozo!!!!lada dzien przepusci atak na moja skore.rozsiewajac zdradzieckie jajeczka.postanowilam dzialac.byly wakacje.duzo czasu postanowilam odpowiednio przygotowac sie do czekajacej mnie bitwy a moze nawet i wieloletiej wojny.zakupilam w makro palete domestosu,ajaxu,srodku antyseptycznych,odgrzybiaczy w koncu kupilam tez zapozyczajc sie u brata wodny odkurzac na roztocza.po przybyciu do domu zaraz zabralam sie do roboty. w aptece kupilam jesxcze 4 butelki nizoralu,kilka butelek kwasu bornego,palete mydla herbacianego antygrzybicznego i przystapilam do dziela.postanowilam iz zaczne od podlog,na ktory niestety jak sie pozniej okazalo pojawily sie zmiany nieodwrcalne.niecszczedzilam srodku.zwinelm dywany i lalam domestosem gdzie popadnie.potem bralam wygotowane smaty i dawaj do scierania,zdierania,przeczyszczenia.uporalam sie z tym w 12 godzin.po czym umylam sie w nizoralu,oplukalam kwasem bornym i poszlam w miare spokojie pac.oczywiscie rano zauwazylam iz parkiet zmienil kolor z jasnego na zgnila czern.nie przejelam sie ty zanadto gdyz rodzice mieli przyjechac dopiero za kilka ygodni.na drugi dzien zabralam sie wiec na okna i wszystkie powierznie kafelkowane i plastiwo.dzielnie niszcza drobnoustroje ktorych moje oczy widzialy przed soba miliony.potem przyszedl czas na sciany.nie majac inego pomyslu wysypywalam na ni daktarin w pudrze odczekiwalam kilka godzin i odkurzalam sciany wodnym odkurzaczem.potem zostaly jeszcze meble i co tu zrobic??domestosu przeciez nie wyleje!powtorzylam wiec operacje ze scianami przenoszac wszystko na meble.w iedzy czasie pozbawilam mojego brata wiekszosci odiezy gdyz stwierdzilam ze to dopierio klebisko zarazy i nuzencowych jajeczek.wywalilam mu w wszystko oprocz dwoch podkoszulko i jakis dzinsow.ktore oczywiscie zaraz wygotowalam przekraczajac o 30 stopni dopuszczalna temperature.moj brat przyjechal z obozu i poprostu go zamurowalo.wiec robilam mu wyklad na temat jaka ma to on wspaniala siostre ktore dbao niego i chroni go przed zaraza,i okropno choroba.po pokazaniu kilku zdjec ostatniego stadium tradzika rozowatego brat mi podziekowal iz zadbalam zeby nigdy tego nie mial.byl ucieszony i zaproponowal swoja pooc.na wstepie kzalam mu sie wykompac wmieszance nizoralu i kwasu bornego.i robic to co trzy dni a najlepiej codziennie.kazalam mu sie zabrac za dywany,skoro mozna je jedynie terzepac i czyscic chemicznie brat poslusznie zaoakowal do samochodu 6 dywanow i pojechal do zakladu czyszvzenia chemicznego w celu ratowani naszego zdrowia.ja tym samym postanowilam zabrac sie za rezte garderoby naszej rodziny i ja przetrzewic.zostawiajac po 3 sztukach koszulek mom rodzicom i po jednej parze spodni.potem przyszly mi na mysl naczynia.przeciez tam tez sie to moze rozmnozyc???i co tu zrobic??polecialam do kolezanki farmaceuti po stazu ktora jak na swoja profesje przystalo zrozumiala wszystko w lot bez zbednych tlumczen.sama zwrzyla mi sie iz kupila mieszkanie calkiem nowe ale niestety po jakiejs pijaczynie.i odkad sie o tym dowiedziala ze moze spac po nocach bo gnebia ja wize wiruso,bakteri:paleczek,paciorkowco,grakowcow
.wyznala ze od 2 tygodni nic innego nie robi jak tylo zysci sciany.uswiadomila mi ze najlepszym rozwiazaniem beda naczynia plastiowe ktore zaraz mozna zapakowac sterylnie i wyrzucic do smeci.mycie w zmywarce mi nie wystarczalo.przechodzac klatka doszly mnie sluchy ze cos sie zaleglo w piwnicy.ja oczywiscie wiedzialam co robic cokolwiek by to bylo.poniewaz zblizal sie swiety jan i ognisko zawolalam chlopakow z podworka aby zabrali co moga i spalli.wszyscy byli zachwycenie.gdzyz jak swtierdzili szukali czegos co by sie fajni fajczyla a ja mialam tego cacala piwnice.zabrali wiec 3 opoonoy samochodowe.stos detek,dwa stare rowery,kilka lamp,kupe derwwnianych desek.na zakonczenie spytali sie czy moga przyjsc do domu.oczywiscie zgodzialam sie jakoze ten pimysl wydl mi sie wspanialy.dalam im 4 worki cichow,lampy ze wszystkich pokoi.kupe drewnanianych figurek,14 kocy.kilkanascie kompletow poscieli i sporo pizam.po ich wyjscistwierdzilam iz nie pozbyla sie najwazniejszego!
!!!pierzu.niezwlocznie zapakowalam wszystkie koldry,poduszki i zanioslam do karitasu.potem dorwalam sie do szafki mojego taty o wymiarach 2 metru na dwa totalnie zapchanej narzdziami,srubami,poziomicami,srubokrtami,oczywiscie wszystko poszlo prosto na smietnik.ja natomiast kupilam tacie podreczny zestaw majsterkowicza o wymiarach 30cm n 40cm.
wyrzucilam wszystkie torby,lyzwy,plecaki,termosy.wszystko co mi wpadlo w rcece.cotry dni powatarzalam operacja odkazaniaa co tydzien wyniki wychodzilywciaz ujemne???i coz tu teraz zrobic??zamienilam wiec na karteczkach minusiki na plusiki i ruszylam do dermatologow aby ratowali moja cere,.dostalam kupe lekarstw,w tym wszelke srodki na swierzb,juz sie zabieralam to szorowania tym twarzy gdy drwi sie otworzyly i wezli moji zszokowani rodzice.okolo 2 godzin tlumaczylam im zailosci zarazy i jej rozprzestrzeniania,ze z przerazenia wyrzucili wszystkie meble jako ze i tak chieli je zmnienic.moj tta zerwal parkiet.moja mama wymienila garnki i zabrala mi te gowna na swierz tym samym ratujac mi skore.po jakis 2 miesiacach gdy wyniki wciaz byly negatywne swierdzilam iz chybA IDZIE KU DOBREMU.PO MIESIACU SIE ZAKOCHALAM I ZLALAM TOTALNIE WSZYSTKO.OCZYWISCIE NUZENIEC ANI DROZDZAKI NIGDY NIE POWROCIL.JUSTYNA
Źródło: czerwienienie.nethit.pl/viewtopic.php?t=551